Stasys
Wystawy w prestiżowych galeriach na całym świecie, główne nagrody na wielkich międzynarodowych imprezach, setki fanów we wszystkich zakątkach globu - niewielu żyjących artystów zyskało taką sławę, jak Stasys Eidrigevicius. Syn Polaka i Litwinki, urodzony w małej litewskiej wsi, bardzo wcześnie musiał sam zatroszczyć się o siebie. Najpierw nauka w Kownie, później w wileńskim Instytuc
...
ie Sztuk Pięknych - skąd jeszcze jako student wysłał swoje ekslibrisy do Malborka na Międzynarodowe Biennale Ekslibrisu Współczesnego, gdzie zostały one od razu zauważone i nagrodzone. Rok obowiązkowej służby w Armii Czerwonej i coraz ściślejsze kontakty z Polską. Po wieloletnich staraniach osiadł w Warszawie na stałe i stąd rozpoczął swoją wielką międzynarodową karierę, olśniewając bogactwem wyobraźni i oryginalnością swojego plastycznego universum. Własny świat ukształtował Stasys bardzo wcześnie, wszystkie istotne elementy jego wizji pojawiły się już w początkach twórczości. To fenomen niezwykły, artysta dojrzewał przecież w akademickim środowisku wileńskim, w którym, w czasach jego studiów, obowiązywała doktryna realizmu socjalistycznego, a informacje o sztuce zachodniej docierały za pośrednictwem światłych wykładowców lub polskiej prasy kulturalnej. Samotnie więc, zawierzając wyobraźni, intuicji i uważnej obserwacji natury, budował własną obrazową rzeczywistość. Jego znak rozpoznawczy, charakterystyczna ludzka pałubowata postać ze smutną twarzą i dużymi, okrągłymi oczami o paciorkowatych źrenicach, pojawił się już w pierwszych ekslibrisach. Wchodził w przedziwne, nadrealne relacje z przedmiotami, zwierzętami, stworami z baśni i z codzienności, ulegał wraz z nimi metamorfozom, ewokował sensy metaforyczne i symboliczne. Później pojawił się także w miniaturach, bardziej malarski, ale równie tajemniczy, zamknięty w nieokreślonej zszarzałej przestrzeni, samotny albo wplątany w skomplikowane układy z innymi. Prowokował zaskakujące skojarzenia śmiałością przekraczania realistycznego opisu na rzecz surrealnej swobody deformacji i transformacji, stawał się bohaterem przejmującej baśni osnutej czarem nostalgicznej poezji. Cichy, zagubiony, jakoś bezradny, zawsze smutny. Wydaje się, że dla jego wykreowania istotne znaczenie miały przeżycia z dzieciństwa; codzienne obcowanie ze zwierzętami w wiejskiej zagrodzie, pełną cudowności litewską mitologią i wcześnie odczuwana samotność. "Byłem dzieckiem samotnym, nie włączającym się do żadnych zabaw zbiorowych, ale wszyscy w klasie wiedzieli, że umiem rysować, przychodzili do mnie po pomoc, dzieci najszybciej wiedzą, kto co potrafi. Zacząłem więc swoją samotność utożsamiać z rysunkiem.
I tak już pozostało - Stasys rysuje zawsze, na kartkach szkicowników ma zapis całego życia, na nich prowadzi swój nieustanny dialog ze sobą samym i wszystkim dookoła, notuje pomysły, obserwacje, problemy. Niekiedy powstają rysunki autonomiczne, zwykle układające się w cykle. Może właśnie rysunki najpełniej potwierdzają integralność jego wizji, która przez te wszystkie lata, jakie upłynęły od debiutu artysty, zdaje się jedynie utwierdzać w swojej osobności i sprawdzać we wszystkich mediach, kolejno przez Stasysa przyswajanych. Mówi on często o "pożyczaniu" swojej sztuki uprawianym dyscyplinom plastycznym - co naprawdę znaczy, iż kreuje swój świat coraz to nowymi środkami poszerzając o nowe możliwości wyrazowe. W ilustracji książkowej wiąże go subtelnie z ilustrowanym tekstem, w plakacie z funkcjami informacyjnymi i reklamowymi. Pytanie, czy prace te lokują się w obszarze sztuki czystej czy użytkowej traci w tym przypadku swoją zasadność. Stasys przyswaja i anektuje środki różnych dyscyplin tak samo, jak korzysta z różnych źródeł inspiracji. Tak stało się z zobaczoną przypadkiem kolekcją indiańskich masek, które odkryły przed nim szansę własnej odpowiedzi na fascynujący problem twarzy-maski. Pisał: "Dla mnie są to po prostu twarze, twarze uteatralnione, które jakby wyskoczyły, wydarły się z moich obrazów, ze szkicowników, z ram. One są wolne. Mogą egzystować na tle muru Starówki, na tle krajobrazu, na tle prawdziwego nieba.
To był pierwszy krok do wyjścia Stasysa z płaskiej powierzchni w przestrzeń. Wcześniej jednak pojawiły się pastele i obrazy. Z techniką malowania pastelami zetknął się Stasys w początkach lat 80., szybko jednak pastele stały się jego ulubionym medium umożliwiającym mu łączenie mistrzowskiej kreski z wrażliwością kolorystyczną. Powstały serie ptaków, postaci ludzkich i przede wszystkim twarzy. Z tymi samymi guzikowatymi oczyma, mięsistym nosem i krechą ust - podobne i nieskończenie rozmaite w kształcie, nastroju, charakterze. Do malarstwa sztalugowego wrócił jeszcze później, w latach 90. Wrócił, później w miniaturach kondensował na maleńkiej powierzchni harmonijne barwne orkiestracje. Rzecz znamienna, pierwsze obrazy skomponował z pisanym ręcznie tekstem wstępu do katalogu swojej wystawy, pióra włoskiego krytyka Vittorio Sgrabi, traktującym o samotności w procesie tworzenia ...
Kiedy już twarze uwolniły się od podłoża papieru czy płótna, Stasys zaczął reżyserować swój wielki spektakl przestrzenny. Najpierw pojawiła się rodzina "Smutków" - wykarczowane drzewka rozpaliły wyobraźnię artysty, być może skojarzyły z własnym wykorzenieniem, otrzymały odeń twarze, stały się postaciami, które można było aranżować w różne układy. Przywoływały postać swego twórcy i wkrótce Stasys zaczął tworzyć performances, wydarzenia - misteria o metaforycznym przesłaniu i ogromnym ładunku emocjonalnym. Podejmował w nich problem kondycji artysty, opowiadał o swojej drodze, odwoływał się do źródeł. Wreszcie pokazał piękny plastyczny spektakl teatralny "Biały jeleń", poświęcony pamięci rodziców i wspomnieniom z dzieciństwa. Coraz też bliżej artysta wiąże swoje performances z muzyką, razem z kompozytorami i muzykami tworząc nową plastyczno-muzyczną jakość.
W ostatnich latach Stasys coraz bardziej interesuje się konstruowaniem przedmiotów trójwymiarowych, swoistych rzeźb, głównie z drewna. Jest w tym znowu moment powrotu do czasów dzieciństwa, kiedy sam sobie robił zabawki, jest ciągle ta sama wizja przenikania się dwu światów: realnego i rzeczywistości "innej", poetyckiej, niezwyczajnej. "Mam taką myśl, że zrealizuję tu (w Dołach koło Kazimierza) swój park rzeźb-instalacji, gdzie Pinokio z nosem podniesionym do gwiazd będzie czekał na uderzenie błyskawicy..."
Wiesława Wierzchowska