"Szablon jest znakiem. Jest ręka odbita przez anonimowego artystę w prehistorycznej grocie. Jest sitodrukiem Warhola, jest plakatem propagandowym odbijanym na murach Barcelony w czasie wojny domowej. Pojawia się zawsze tam, gdzie nie ma czasu, gdzie rozpalone umysły poganiają nieprawne ręce, jest znakiem naszych czasów. Jest karykaturą druku. Jest jak stempel odbijany na gotowych do wysyłki skrzy
...
niach, które nasz cywilizacja wysyła w wieczność. Jest znakiem określającym zawartość przesyłki. Jest syntezą. Głosi śmierć umysłu analitycznego starej epoki, na rzecz umysłu syntetycznego. On mówi: to jest czarne, a to jest białe, to jest jasne, a to jest ciemne. On się pojawia na murach naszego miasta nocą, jak napis na ścianie pałacu pewnego króla, w trakcie całkiem przyjemnego przyjęcia".
Jarodzki swych wypowiedziach często odwołuje się do fascynacji latami sześćdziesiątymi, czasami wielkich rewolt, kiedy sztuka nowoczesna stawała się współczesną i zaczynała odrywać się od swego "naturalnego środowiska" - galerii, muzeów, pracowni "bohemy artystycznej", a uczestnictwo, aktywizm i dialog z odbiorcą w przestrzeni publicznej stawały się jej dążeniem i wyznacznikiem. Z jednej strony "dematerializowała się", jako przedmiot, będąc procesem, ideą, z drugiej sięgała po elementy kultury masowej, rezygnując nieraz ze swego nadzwyczajnego statusu. Najbardziej utopijne przykłady owego mariażu sztuki i aktywizmu to Warsztaty Ludowe (Atelier Populaire) oraz Cine-tracks powstałe podczas paryskiego maja. Studenci szkół artystycznych wypuszczali w miasto plakaty nawołujące do zmian. Oszczędna, szybka grafika, mocne hasła, niskie koszty produkcji, a przy tym zwyczaj niesygnowania projektów - to zasady rządzące produkcja tych plakatów-ulotek. Podobnie jak i mających poprzez filmowe medium odzwierciedlać paryską rewoltę Cine-racks - tworzonych anonimowo przez wielu reżyserów na oddanej im do dyspozycji taśmie - zawsze tej samej długości. Anonimowość tych zdjęć czy form plakatów porównana być może do anonimowości szablonów. Szablonów - znaków, które z murów ulic przeszły na obrazy. Ale te w wykonaniu Jarodzkiego często w obrazach miały swój rodowód. Anonimowość szblonu jest tu więc nieustannie podważana przez sygnaturę obrazu, z którego jest wzięta, i sygnaturę obrazu, którego staje się częścią.
"To jest wszystko chore, ale czy sztuka może temu zaradzić?"
Przeciwieństwem pozornie bezosobowego szablonu - pieczątki, znaku - jest niepokorna i niespokojna kreska komiksowa, którą również posługuje się Jarodzki. Choć rysunki i komiksy komentujące rzeczywistość uważa za odrębna dziedzinę (różnią je forma, format i treść), to wpływy i fascynacje są zauważalne. Komiksy Jarodzkiego i jego rysunki niestety nie wychodzą drukiem. W latach osiemdziesiątych były częścią wydawanego nieregularnika "Luxus" (nakład powielaczowy, ok. 20-30 egzemplarzy), kilka rysunków towarzyszyło jego tekstom publikowanym w "Magazynie Sztuki" w latach dziewięćdziesiątych i na początku następnej dekady, reszta spoczywa w przysłowiowych szufladach. Stąd też potrzeba przywoływania ich przy okazji wystawy. Stylistyka tych komiksów, nastrój poetyka i treść nawiązują bardziej do gorzkich undergroundowych komiksów, jak choćby Roberta Crumba, niż do przesłodzonych historyjek z Myszka Miki. I podobnie jak Crumb, Jarodzki atakuje różne narodowe i patriotyczne świętości i mity, kpi z historii i współczesności, nie oszczędzając żadnego sprawiedliwego: ani polityka rządzącej/opozycyjnej partii, ani alter/anty globalisty. Udaje mu się przy tym uniknąć komentatorstwa: zarówno dłuższe narracje, jak i pojedyncze obrazki utrzymane są raczej w charakterze uniwersalnych przypowiastek o niezbyt optymistycznym przesłaniu: "To jest chore, ale czy sztuka może temu zaradzić?"
Hanna Wróblewska
[cyt. za: H. Wróblewska, In Art We Trust, [w:] The Street Wall Journal Paweł Jarodzki, Zachęta Narodowa Galeria Sztuki, Warszawa 2009]