Tarasina traktaty filozoficzne
"Źródeł sztuki Tarasina upatrywać trzeba w dialogu artysty z rzeczywistością potoczną i z kosmosem, z przyrodą i sztuką, a przede wszystkim w matematyce i filozofii. Mogły ktoś zauważyć nie bez słuszności, że rejestr ten obejmuje właściwie wszystko, lub prawie wszystko, co bywa obszarem ludzkich rozważań i zainteresowania, a także inspiracją dla twórcy. To pr
...
awda. Bo też nie często spotyka się artystów o tak otwartym stosunku do wszystkiego, co dotyczy świata i człowieka, nie wyłączając sztuki. Także własna jego twórczość nie jest ograniczona rygorystycznie zakładanym programem czy przyjętym wzorcem formalnym. Pozostaje na tyle swobodna i otwarta, by - obok jej właściwego, osobliwego i niepowtarzalnego rodzaju - pojawiło się w niej to. co aktualnie twórcę zafrapowało a więc, przykładowo, by odbijał się w niej niekiedy fragment dostępnej oczom rzeczywistości, albo też echa obrazów ulubionych jego malarzy (jak P. Breughel albo Mu Ki). Dzieje się tak. gdy uzna artysta, że będzie mu to przydatne czy to do sformułowania określonej refleksji lub spostrzeżenia czy też dla eksperymentu lub własnej satysfakcji.
Obrazy Tarasina, choć o wybitnych wartościach malarskich wyrafinowanych walorach estetycznych, silnym oddziaływaniu emocjonalnym, należą do wypowiedzi na wskroś intelektualnych, są to prawie traktaty filozoficzne przekazywane językiem sztuki. Toteż czynnik wzruszenia w tych dziełach me ma nic wspólnego z osobistym wyznanym czy jednostkowym przeżyciem. Jest to emocja wynikająca z odczucia przede wszystkim ezoteryczności znaków, w których może się widz domyśleć zaszyfrowanych informacji, partytur muzycznych czy zaklęć magicznych Jest to tez emocja płynąca z odczucia liryzmu szczególne,, trudne, do umiejscowienia romantyki wypełniającej te, płótna, ale utajonej, być może w subtelnościach gam i zestawień kolorystycznych, być może w zagadkowości przestrzeni-, a może w samych kształtach znaków, które, nie wiedzieć: dwu czy trójwymiarowe, czasem kojarzą się z przedmiotami znanymi z dzieciństwa, a czasem z nieznanymi przekazami zachowanymi sprzed tysiącleci. Być może - wreszcie -emocja ta wywodzi się z ruchu, którym pulsują wszystkie kompozycje Tarasina. Ruch i przestrzeń, w twórczości artysty są tymi najistotniejszymi czynnikami, przy których pomocy wypowiada autor swój komentarz i określa własną wizję świata. Przestrzeń w jego obrazach nie jest przestrzenią euklidesową. Umowna i względna - czasem istnieje jako kilka stref nadbudowanych nad sobą, czasem jako jeden, plaski ekran, na którym jawią się jakby wydobyte projekcją, trójwymiarowe przedmioty-znaki. Kiedy indziej w jednym obrazie współegzystują dwie różne przestrzenie, albo też może jest to Łobaczewskiego przestrzeń wielowymiarowa? Temu relatywizmowi przestrzeni odpowiada relatywizm odbywającego się w niej ruchu. Jest to ruch wszelkiego rodzaju. Przedmioty znaczące czy znaki uprzedmiotowione raz bywają ułożone obok siebie szeregowo i zbudowane z tej samej, niematerialnej materii. Wiążą się, przeobrażają, i tworzą kolejne formy istnienia - mutanty. Kiedy indziej bywają lotne. Unoszą się. Wibrują na planie pierwszym i odlatują w inny, odległy rejon, zdawałoby się pozostając sobą, ale przecież przeobrażając się w locie. Więc może to jednak nie odlot, ale rozpad, zanikanie? Tak czy inaczej zawsze jest to ruch, proces nieustających przemian, w czasie i w przestrzeni. Nie tylko same znaki ulegają w jego obrazach przeobrażeniu, ale i kształt kompozycji. Bowiem znaki zdają się u Tarasina mnożyć siłą rozrodczą; powielane, powtarzane tworzą strefy silnych zagęszczeń, by już za chwilę ulec rozrzedzeniu i zanikowi. Rozpadają się i powstają, na nowo, a wraz z nimi i kompozycje ulegają rozpadowi, by znów zaistnieć w nieoczekiwanie regularnym porządku. Ten ruch jest znamieniem wiecznych metamorfoz. Symbolizuje w jednakim stopniu metabolizm przyrodniczego mikrokosmosu, co i niewyobrażalne cykle przeobrażeń w makrokosmosie.
Jest Tarasin bliski w tym przeświadczeniu Heraklitejskiej czy dalekowschodniej koncepcji świata, tak bardzo różne od europejskiej, budowanej głównie na modelu Arystotelesowskim, który poprzez pojmowanie rzeczywistości jako zlepka dających się wyodrębnić, samoistnych elementów, prowadził do materializmu i antropocentryzmu To zbliżenie do dalekowschodniej ontologii nie ogranicza się tylko do tego. Bowiem dostrzeganie bytu nie jako wielości osobnych, statycznych istnień, lecz jako wielkiego, niezatrzymywalnego procesu, w którym jedna jakość przechodzi w drugą i nie ma żadnych rzeczy trwałych i żadnych przeciwstawnych, a tylko przemijające stany zmiennych jakości -zakłada też pojmowanie uniwersum w jego makro i mikro wymiarach jako całości i jedni. A co za tym idzie -1 implikuje nieograniczoną przeobrażalnosć form i wprawdzie trwanie sumy materioenergii, ale przemijalność jej akcydensów. Owa myśl o jedni bytu wypowiada się w twórczości Tarasina dwojako. Raz poprzez wybraną, liczbę znaków hieroglificznych, które w obrazach artysty są tylko wycinkiem ich nagromadzeń i ciągów, ponieważ każdy kolejny obraz stanowi jak gdyby następną kartę tej samej księgi zapisów. Przedmioty-znaki są różne kształtem, czasem też kolorem, wielkością i konsystencją. Wprawdzie, więc czynią wrażenie elementów zróżnicowanych, ale zawsze tej samej struktury. Powtórne dla podkreślenia owej jedni posiłkuje się Tarasin w budowie swoich płócien kompozycją otwartą. Stwarza, więc doznanie, iż każdy jego obraz jest tylko kadrem przypadkowo wyciętym z nieograniczenie rozległej całości. W tej sytuacji niesprecyzowanego stosunku wielkości i wielości elementów zapisanych obrazu-fragmentu wobec całości, z której pochodzi czy którą symbolizuje, nasuwa się pytanie, ile tu jest z matematyki, co z niej tu zostało wpisane, Czy może co tu wpisano w nią? Złożone ze znaków nieznanego alfabetu, czy nawet znaków uprzedmiotowionych, obrazy Tarasina określone są jako bezprzedmiotowe. Koniecznej - w myśl tego, co tu zostało powiedziane - ich więzi, także z rzeczywistością materialną, wizualnie nam dostępną, nie może udowodnić fakt, że znaki Tarasinowych zapisów wywiedzione zostały bezpośrednio, choć poprzez lata rozważań i pracy, z przedmiotów martwej natury syntetyzowanych aż do utraty podobieństwa z pierwowzorem. Więź ta staje się za to doskonale przekonywająca, gdy obraz z uporządkowanymi geometrycznie, w rzędy, znakami jego zapisów zestawi się z rysunkami autora, gdzie odnotował wprost z natury jaskółki odpoczywające po locie na drutach rozpiętych w przestrzeni. Albo rysunki ze znakami rozsypanymi w przypadkowych zgęszczeniach i rozrzedzę ni ach ze szkicami, gdzie starał się uchwycić zawirowania chmar I ptaków bezładnie wzbijających się w niebo. Albo wreszcie, kiedy porównuje twórca nie bez humoru swoje struktury czarnych znaków na powierzchni płótna z czarnymi plamami, którymi genetycznie obdarza natura białą skórę dalmatyńczyków". Bożena Kowalska
[cyt. za: Kowalska B., Tarasina traktaty filozoficzne, w: "Projekt" 1989, nr 2]